Jak przestać pić mleko ?

Witajcie!

Już na początku chcę mocno zaznaczyć, że w dzisiejszym poście nie mam zamiaru przekonywać nikogo ani do picia, ani też odstawienia mleka krowiego. Niezależnie od różnych publikacji na temat mleka, wychodzę z prostego założenia, że tylko my sami, obserwując nasz organizm jesteśmy w stanie stwierdzić, czy mleko nam służy, czy też nie. Dlatego też tym razem wszelakie dowody naukowe i argumenty „za/przeciw” pozostawiam niektnięteJ

Chciałabym tylko zwrócić uwagę na to, co obserwuję ostatnio w mediach, a mianowicie reklamowane masowo „tabletki na trawienie mleka”. Czyli co? Pokazuje się publicznie, że taki problem dotyczy wielu z nas i to przecież NORMALNE no i od razu proponuje gotowe rozwiązanie. Wystarczy kupić, łyknąć i problem z głowy!



Jestem absolutnym przeciwnikiem zażywania reklamowanych suplementów diety pomagających trawić mleko osobom, które cierpią na dolegliwości po jego spożyciu… To tak, jakby brać „suplementy na kaca” po wypiciu alkoholu, by zminimalizować złe samopoczucie i udawać, że alkohol wcale nie działa źle na organizm…

Uważam, że jeśli nie odczuwamy żadnych dolegliwości ze strony układu pokarmowego, wydalniczego, nie mamy reakcji alergicznych, problemów skórnych, to możemy sobie pozwolić na mleko krowie. Jeśli jednak cierpimy na jakiekolwiek wymienione przeze mnie dolegliwości, warto przyjrzeć się sobie, odstawić mleko na jakiś czas i … wyciągnąć wnioski na podstawie obserwacji.

Zdecydowałam się na poruszenie tego tematu na moim blogu, ponieważ już kilka lat temu ze względów zrowotnych zalecono mi odstawienie mleka krowiego (niedoczynność tarczycy Hashimoto oraz trądzik). Niestety zaprzestanie picia mleka okazało się w moim przypadku wcale nie takie proste…



Jak to było u mnie?

Mleko (i produkty mleczne) kochałam całym sercem, zresztą nadal kochamJ. Kawusie z mleczkiem, owsianki na mleku, płatki z mlekiem, jogurciki, twarożki i inne… Żywiąc ogromną miłość do tych produktów, nigdy, ale to nigdy nie określiłabym ich jako winowajcy mojego trądziku. Aż kilka lat temu (dokładnie 4,5) trafiłam do świetnej kosmetyczki, by pozbyć się trądziku (w moim przypadku były to krostki wyglądające jak kaszka na czole i policzkach, widoczne z bliska i pod światło). Kosmetyczka dokładnie obejrzała moją twarz i stwierdziła, że na jej oko to skaza białkowa, albo rezultat dużej konsumpcji mleka (przede wszystkim!) i produktów mlecznych, z których trawieniem mój organizm nie radzi sobie dobrze i taki właśnie efekt widzę na mojej cerze.

Pierwsza reakcja? Niemożliwe! Nie, nie, nie, na pewno nie! Jak to JA, która mleko potrafiła pić szklankami, pijąca kawę „nie z mlekiem, a na mleku”, mogłaby je odstawić?? Przecież nie cierpię na trudności z trawieniem laktozy, nie mam biegunek, wzdęć, ani tych wszystkich dolegliwości, o których się mówi… Odrzuciłam argument mojej kosmetyczki, jednak ziarno zostało zasiane…
Z biegiem czasu i nerwów związanych z bezskuteczną walką z trądzikiem, postanowiłam sprawdzić - a może to jednak to mleko? Może jak odstawię na chwilę, to nastąpi poprawa? Sprawdźmy to – postanowiłam zdesperowana!

Pamiętam, że zaopatrzyłam się w karton mleka kokosowego i już po pierwszym dodaniu go do kawy wiedziałam, że nie wytrzymam, bo „ni jak” mi to smakuje… Zgłębiłam wiedzę i kupiłam po jednym kartonie chyba wszystkich mlek roślinnych, jakie można było dostać w moim sklepie. Z czasem doszłam do tego, które lepiej sprawdzają się do owsianek/ zup mlecznych, a które jako dodatek do ukochanej kawy. Mleko roślinne mleku roślinnemu nie równe!

Przeszłam detoks mleczny (odstawiając tylko mleko, inny nabiał jadłam) i po około 3 miesiącach moja cera nagle poprawiła się. To było ewidentnie mleko! Po prostu mój organizm nie radził sobie z jego trawieniem i wyrzucał tego efekty na moją cerę…

Po kilku miesiącach wróciłam na jakiś czas do mleka i zauważyłam pogorszenie stanu cery – wtedy byłam już pewna, że zwykłe odstawienie mleka, bez żadnych drogich kuracji jest najlepszym rozwiązaniem dla mnie.

Dziś używam głównie mlek roślinnych, różne sprawdzają się do różnych rzeczyJ, nie każde pasuje np. do kawy, o ile w owsiance czy do muesli przejdzie w zasadzie wszystko… Jeśli jednak coś piekę, robię naleśniki, to jak najbardziej zdarza mi się używać mleko krowie. Zauważyłam, że w formie upieczonej/ usmażonej nie szkodzi mi;).

A jak to jest u Was? Zrezygnowaliście z mleka zwierzęcego całkowicie, czy podobnie, jak ja, w 80%?
Czy rezygnacja przyszła Wam łatwo, czy też był to problem?



Pozdrawiam,

Martynika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz