Zdrowe produkty, do których nie przekonam się ze względu na smak

Zdrowe produkty, do których nie przekonam się ze względu na smak

Ileż to razy wchodząc do sklepu ze zdrową żywnością miałam później wrażenie, że zachowuję się jak dziecko w sklepie z kolorowymi cukierkami…

Przyszłam po „to”, a chcę jeszcze „tamto” i „tamto też” . Ależ ja będę zdrowa, jak ja to wszystko zjem/ wypiję! Oczami wyobraźni widzę siebie pijącą każdego ranka sok z pokrzywy, który zagryzam własnoręcznie skomponowanym muesli z morwy białej, jagodami goji, zalanej mlekiem ryżowym… Nie mówiąc o pozostałych posiłkach… istne zdrowotne szaleństwo! W praktyce wygląda to jednak zupełnie inaczejJ i może na szczęście dla mojego portfela, haha.

Lubię eksperymentować w kuchni i odkrywać nowe smaki, oj bardzo lubię! A skoro bardzo, to naturalnie wiąże się to z pewnym ryzykiem. Że na przykład ten cudowny produkt, który zakupiłam, o ile właściwości zdrowotne ma, to niestety smaku żadnego…(pół biedy, jak żadnego, gorzej, jak jego smak jest moim zdaniem obrzydliwy i niezjadliwy…). Też tak macie?:)




Jak prowadzić zdrowy styl życia i nie zwariować? – czyli 7 MOICH ŻELAZNYCH ZASAD

Jak prowadzić zdrowy styl życia i nie zwariować? – czyli 7 MOICH ŻELAZNYCH ZASAD

Mam wrażenie, że ostatnimi czasy zdrowy styl życia i całe to „bycie fit” są jakieś… przesadzone, narzucające się, jakieś takie za bardzo modne, o ile takie określenie w ogóle istnieje...
No bo przecież taki to wdzięczny temat, poruszany masowo w telewizji, magazynach, całym Internecie wzdłuż i w szerz, a jakoś potrafi doprowadzać do frustracji. Że jednak za mało się staramy, że to, co robimy to ciągle za mało, a na końcu i tak ktoś życzliwy skomentuje, że to i tak nic nie da, bo wokół TYYYLE chemii, a i tak na coś umrzeć trzeba itp… I jak tu żyć?:P

Wydaje mi się, że o ile z jednej strony promocja zdrowia i  bycia fit, pomaga zapobiegać chorobom, być świadomym konsumentem i ogólnie czuć się dobrze, to z drugiej strony musimy pamiętać, że jest to także biznes mający na celu nic innego, jak zarabianie pieniędzy. Czytamy wywiady z gwiazdami/ celebrytami, którzy piszą własne książki, gdzie doradzają jak jeść i żyć, w telewizjach śniadaniowych widzimy enty przepis na oczyszczający koktajl, albo artykuł o konieczności wykluczenia glutenu/ mięsa/ nabiału z diety…
Można zwariować, jak spróbujemy to wszystko złożyć w jedną całość; jest to niemożliwe.

X dobrych lat temu, kiedy ze względów zdrowotnych musiałam rozpocząć  zainteresowanie zdrowym stylem życia, starałam się jak dobra uczennica wprowadzać w życie większość zasłyszanych, wyszukanych „nowinek zdrowotnych”. Z biegiem czasu nowinek wyszukiwać nie musiałam, bo same były mi podawane na tacy pod nos przez media. Zaczęło być tego wszystkiego tak dużo, że najzwyczajniej w świecie … zgłupiałam. Raz można coś, za chwilę kategorycznie nie, albo odwrotnie…

Źródło: pinterest

Recenzja książki „Lekkość” Ania Starmach

Recenzja książki „Lekkość” Ania Starmach

Ostatnio natknęłam się na książkę słynnej już Ani Starmach, której poprzednie pozycje cieszyły się sporym zainteresowaniem, a sama autorka zyskała sympatię wielu z nas. Z tego też powodu  z wielką ochotą sięgnęłam po jej najnowszą publikację o tytule „Lekkość”. Już sam tytuł zdradza, że przepisy będą lżejsze od poprzednich. Dodatkowo zachęcił mnie opis, w którym autorka opisuje, jak ogromnie ważny jest dla niej smak potraw, z którego nie byłaby w stanie za żadne skarby świata zrezygnować (to podobnie, jak ja, pomyślałam!:) . Dla własnego zdrowia postanowiła jednak zamknąć się w kuchni, kombinować, mieszać, próbować i w końcu wydać swoje przepisy w lekkiej wersji. Na co liczyłam? Na książkę ze smacznymi przepisami w lekkiej wersji, bez smalcu, tony masła, cukru i bitej śmietany. Zaczynamy recenzję!